Czy oni wiedzą o świętach i cudach?



    Na świecie nagrano wiele singli charytatywnych. Najbardziej znane jest oczywiście „We Are The World”, piosenka dla głodujących w Afryce. Przed nią było „Do They Know It's Christmas?”. Dochody z tego singla również poszły dla głodujących. W Polsce sztandarowym „charity song” została piosenka grupy Hey „Moja i twoja nadzieja”, hymn podczas powodzi tysiąclecia w 1997 roku. Ale dziesięć lat wcześniej w Polsce nagrano charity song, który pozwolił zebrać całkiem niezły dochód przy narastającej inflacji. Przed wami historia projektu „Nasz wspólny świat”.

    Ciężko odtworzyć historię tego projektu, gdyż najwięcej do powiedzenia mają autorzy komentarzy pod nagraniami z tego projektu. Informacje od nich są niezwykle cenne, jednak przekazano je bezpośrednio z głowy, przez co mogą pojawić się błędy, niedomówienia i zwyczajne mity. Ale nie winię, bo jednak autorzy pisali ciekawostki dla dobra innych, chcąc podzielić się wiedzą. Spróbujmy wszystko uporządkować:

    Zaczęło się od pomysłu dopiero co powstałej Młodzieżowej Agencji Kultury ZSMP (choć też można trafić na błędną informację, że za ideą stała Telewizja Polska). Potem TVP faktycznie zaangażowała się w pracę, emitując specjalny koncertu projektu „Nasz wspólny świat”. W koncercie wzięli udział muzycy najpopularniejszych zespołów rockowych. Show zakończyło się wspólnym wykonaniem piosenki „Stanie się cud”, skomponowanej przez Jana Borysewicza. Nie wiadomo jednak, kto odpowiada za tekst. Na YouTube, w komentarzach pod filmem (tym poniżej) użytkownik user-fz5bu5fc4m w październiku 2022 roku napisał, że tekst napisali sami wokaliści biorący udział w nagraniu (na pewnie Małgorzata Ostrowska z Lombardu i Marek Piekarczyk z TSA). Jako autorzy pojawiają się również dziennikarz i tekściarz Marek Gaszyński oraz menadżerka muzyczna Katarzyna Kanclerz. Z kolei Stefan Machel z TSA miał pomóc Borysewiczowi w komponowaniu, ale jednak frontman Lady Pank sam skończył pracę. Na gitarach zagrali: Jan Borysewicz i Edmund Stasiak z Lady Pank, Grzegorz Skawiński z Kombi i Piotr Zander z Lombardu. Obok Ostrowskiej i Piekarczyka zaśpiewali również: Janusz Panasewicz z Lady Pank, związany z zespołami reggae Krzysztof Ruciński i wspomniany przed chwilą Skawiński. Instrumentami klawiszowymi zajmował się Rafał Paczkowski, bez którego wówczas nie mogła ukazać się płyta rockowa, chcąca być nieco amerykańska. Perkusję zastąpił automat, zaprogramowany przez Paczkowskiego i Wiesława Golę (wówczas chyba już w składzie Lady Pank).



    No i po drodze ktoś wpadł na pomysł, by zaprosić na choćby jeden koncert Boba Geldofa, czyli współautora „Do They Know It’s Christmas?”, ale pomysł nie wypalił. Ciekawe, czy to prawda, czy legenda miejska.

    Następnie utwór (w dwóch wersjach) zarejestrowano w studiu. Pierwsza wersja to klasyczne nagranie z wokalami, druga zaś jest wersją instrumentalną. Prace nad nagraniem wersji z wokalami zarejestrowała telewizja. Efektem prac było wydanie przez Tonpress singla z nagraniem tej piosenki w obu wersjach. Dochody z singla oraz z serii koncertów charytatywnych zebrano i przekazano na rzecz głodujących i biednych mieszkańców krajów Trzeciego Świata. Pośrednikiem pieniędzy była fundacja „Fundusz Solidarności”.

    I tu pojawia się bardzo ciekawa kwestia – jak poradzono sobie z inflacją? Szczerze mówiąc, pojawiający się w komentarzach opinie, że inicjatywa w czasie galopującej inflacji wydawała się być pozbawiona sensu, są mocno przesadzone. W 1987 roku inflacja wyniosła 25%, rok później wzrosła do 60%. Owszem, pieniądze bardzo szybko zaczęły tracić na wartości, a jej wysoki wskaźnik utrzymywał się od 1980, jednak jeśli zebrane pieniądze bezpośrednio przekazywano potrzebującym lub kupowano za nie dobra dla potrzebujących, to w zasadzie można było uzbierać konkretną kwotę. Chyba, że ja gdzieś popełniłem błąd logiczny, nie uwzględniłem czegoś, a zebraną kwotę specjalnie zabezpieczono przed spadkiem jej wartości, a ja o tym nie wiem?

    Ile zebrano? Nie wiem, ale jeśli założymy, że środki zebrano ze sprzedany singla po 150 zł za egzemplarz oraz koncertów (10 października 1987 – katowicki Spodek, następnie: 12 października Hala Ludowa we Wrocławiu, 14 października Arena Poznań, 16 października Bełchatów i 18 października Hala Olivia w Gdańsku) to moglibyśmy mówić o kwocie odpowiadającej, na przykład, pół miliona dzisiejszych złotych?

    Dzisiaj o tej piosence pamięta niewiele osób i w zasadzie krąży jako ciekawostka, ale warto było pokazać ją ponownie i udowodnić, że nawet w tak beznadziejnych czasach, gdzie Polacy nie wierzyli, że zacznie być lepiej, znalazła się grupa ludzi chcąca udowodnić, że nie, że warto postarać się i zrobić coś dla dobra innych. Nie wiem, czy w formie cudu, splotu okoliczności czy celowej interwencji, ale zdając sobie sprawę, jak bardzo niespokojny i toksyczny był 2022 rok, gdzie nasze społeczeństwo zaczyna popadać w taką apatię jak pod koniec lat 80., z okazji zbliżających się świat Bożego Narodzenia i Nowego Roku życzę wam Drodzy Czytelnicy, żeby po 1 stycznia wszystko zaczęło się układać i normalnieć, byśmy mieli więcej energii, optymizmu i wiary w siebie i innych.






PS. Przepraszam, ale muszę odnotować jeszcze te dwie moje głupiutkie uwagi:

  • I miejsce dla zawsze świetnej na scenie Małgorzaty Ostrowskiej, bo udowodniła, że można świetnie zaśpiewać piosenkę i nie być Cyndi Lauper…
  • …ale na podium musi zostawić troszkę miejsca dla Janusza Panasewicza, który skradł moje serce koszulką Judas Priest.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sylwestrowa operacja BAJM czyli Biała Armia Jego Mać

Strach się bać, co zgubiło się na YouTube

Gra i trąbi… Norbi. Największe przeboje Norbiego