Historia bez cdn.
Jestem ogromnym wrogiem stosowania playbacku na koncertach. No bo co to za przyjemność iść na koncert i słuchać nagrania zamiast prawdziwego wokalisty? Dlatego jak tylko czytam, że ktoś zakpił sobie z organizatorów i wygłupiał się zamiast udawać, że śpiewa, to od razu poprawia mi się nastrój. W Polsce istnieje przekonanie, że pierwszym takim śmieszkiem był śpiewający do suszarki Kazik Staszewski podczas Festiwalu w Sopocie w 1991.
No, nie był on jednak pierwszy. Palma pierwszeństwa należy do Barbary Sikorskiej.
Barbara Sikorska była piosenkarką, odnoszącą sukcesy w drugiej połowie lat 80. Dzisiaj jest twórczość uchodzi za zapomnianą. Podobnie ma się sprawą z mini-skandalem z 1987 roku podczas festiwalu w Opolu. Oczywiście piosenki Sikorskiej są łatwo dostępne w sieci, ale mało kto w ogóle zdaje sobie sprawę z ich istnienia. O wygłupach z playbackiem też będzie parę słów, ale post jest poświęcony po prostu Sikorskiej.
Jak przystało na każdą gwiazdę estrady, musiała najpierw zdobyć jakąś nagrodę bądź wyróżnienie podczas Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze (wyjaśnienie: każdy artysta musiał przejść przez to, a w środowisku muzycznym nikt nie krytykował występów debiutantów na tym festiwalu). Udało jej się, w 1982 roku zdobyła wyróżnienie. Cztery lata później Sikorska zadebiutowała na festiwalu w Opolu, gdzie zaśpiewała piosenkę pt. „Na rogu ósmej”, ze słowami Agnieszki Osieckiej i muzyką Janusza Komana. Piosenka nie jest zła, ale przyznaje, że to nie są moje klimaty:
Po tym występie miała miejsce ogromna zmiana wizerunku. W 1987 roku Sikorska ponownie zaśpiewała w Opolu piosenkę „C.D.N.” (muzyka Romuald Lipko, słowa Justyna Holm), jednak tym razem pojawiła się na scenie jako wampirzyca. Orkiestrę zastąpiły syntezatory (o tak!), różnicę w zmianę tekściarza również słychać wyraźnie. I wygłupy z mikrofonami! Nie wiem, czy to przypadkowe zapomnienie się czy celowe zadrwienie z playbacku, ale bardzo mi się to podoba. Stawiam na celowy sabotaż, bo jednak kto śpiewa do dwóch mikrofonów.
No ale jednak coś nie wyszło, Sikorska się nie przebiła. Obejrzyjmy jednak materiał:
Moje pierwsze skojarzenie z tym występem było, że Sikorska za bardzo inspirowała się Izabelą Trojanowską, występującą w Opolu kilka lat wcześniej. Chód i styl robią swoje, łatwo tutaj o skojarzenie. Jednak z czasem skłoniłem się do opinii w komentarzach, że Sikorska była przede wszystkim polską C.C. Catch. Nie lubię łatek „polski ktoś”, ale niestety tutaj ta łatka pasuje idealnie. Co prawda C.C. Catch grała disco Made in Dieter Bohlen, a Sikorska miała szczęście i trafił jej się niezwykle uzdolniony kompozytor, jednak przesyt syntezatorów, wizerunek drapieżnej kocicy i spojrzenia do kamery od razu nasuwają skojarzenia. Choreograf i stylista bardzo źle doradzili Sikorskiej, bo dzisiaj oglądając to nagranie skojarzenia nasuwają się same. Brak pomysłu na występ sprawił, że Sikorska niespecjalnie zachwyciła.
Na tym samym festiwalu Sikorska zaśpiewała piosenkę „We magle portowej”. I znowu miszmasz, bo nagle wracamy do spokojnego śpiewania, ale fryzura i makijaż pozostały na miejscu. Nie wiem jednak, która piosenka została zaśpiewana wcześniej. Zresztą, w twórczości Sikorskiej dominuje właśnie taki spokojne tempo, a jeśli już ktoś poznaje jej twórczość, to na 100% zaczyna od mocnego „C.D.N.”.
Późniejsze lata niezbyt dobrze potoczyły się dla Barbary Sikorskiej. W 1989 roku wydała debiutancki album Mniejsze zło, ale płyta ta jest w zasadzie zapomniana. Na początku lat 90. jej kariera muzyczna załamała się przez chorobę gardła. I to w chwili, gdy z Obywatelem G.C. nagrała single „Koi rani” i „Giną lwy”. Teledysk do „Koi rani” został zaprezentowany w programie Muzyczna Jedynka, jednak próżno go szukać w sieci. Nagranie zaginęło w historii. Ale piosenka się zachowała. Obecnie, według informacji podanych przez kanał 80polishdivas (źródło), Sikorska prowadzi w Warszawie własną firmę reklamową Aziza-Art. No i nazywa się Sikorska-Gocłowska.
Kariera muzyczna nie wyszła. Ogromna szkoda, bo Barbara Sikorska miała świetny wokal i wykształcenie muzyczne. Jednak po latach, jako 26-letni widz, dostrzegam, że Sikorska miała ogromnego pecha z doborem współpracowników. Gdyby poszła w jednym kierunku i wypracowała stały image, to być może byłaby pamiętana, a kilka jej piosenek przewijałoby się po różnych stacjach radiowych. Do tego pechowa utrata głosu w połowie lat 90. i wreszcie odniesienie sukcesów w drugiej połowie lat 80., gdy na polskiej scenie muzycznej był ogromny kryzys, w wyniku którego wielu artystów odnoszących wówczas sukcesy zostało zapomnianych. I tak zachowało się trochę piosenek i porównania do innych artystów. Wielka szkoda.
Komentarze
Prześlij komentarz